lęki dziecka

Alkoholizm: jaki jest największy lęk dziecka alkoholika?

Dzieci z rodzin alkoholowych boją się wielu rzeczy. Często nie zdają sobie nawet do końca sprawy jak wielu… Na co dzień nie przejmują się nimi, ponieważ nie wiedzą, że inni nie czują tego samo… Skąd wiedzieć, że za bardzo się zamartwiasz o wszystko skoro nie jesteś w stanie wejść we wnętrze drugiego człowieka i doświadczyć jego lęków? W pewnym momencie może się jednak pojawić ktoś kto uświadamia Ci, że jednak przesadzasz i musisz popracować nad sobą (wtedy pojawia się lęk o to, że za bardzo się lękasz:) Lęki przekładają się na wiele innych zachowań, które mogą wpłynąć bardzo negatywnie na nasze relacje, a co  za tym idzie na nasze życie. Ja np. bardzo długo robiłam straszne jazdy mojemu mężowi za wypicie chociażby jednego piwa z kumplami, co ewidentnie było przejawem nadmiernego strachu i wcale nie o to, że mąż stanie się alkoholikiem (jakby mogło się wydawać). Był to strach o to, że wracając po piwkach coś sobie zrobi, wpadnie pod tramwaj, czy też uderzy go asteroida, bo akurat idąc zygzakiem wejdzie w trajektorię jej lotu. Takie nieustanne zamartwianie się jest bardzo męczące.

Wspominałam już o alkoholizmie mojego ojca w poście: TUTAJ

Pamiętam z dzieciństwa różne sceny:

Podchodzę do drzwiczek. Słyszę, że mama krzyczy. Myślę : O nie ojciec znowu jest pijany. Wchodzę na podwórko. Mama krzyczy na brata. Ulga. Tym razem jest trzeźwy.

Jest już bardzo późno. Ojca ciągle nie  ma w domu. A co jeśli coś mu się stało i gdzieś leży? Jest zimno. Może umrzeć na tym mrozie.

Wracam ze szkoły. Widzę w oddali, że pijany ojciec wraca z pracy. Żebym tylko zdążyła wejść do domu przed nimi, żeby inne dzieci nie widziały mnie i jego w tym samym momencie. Mam świadomość, że wszyscy wiedzą, że pije, w końcu to mała wioska, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą, ale nie chcę się wstydzić.

Nigdy nie czułam się odpowiedzialna za alkoholizm mojego ojca. Chociaż może jednak po części się czułam skoro wstydziłam się sytuacji jak ta opisana powyżej. Nie płakałam jednak, gdy ktoś mi powiedział, że nie będzie się ze mną kolegować, bo mój tata to pijak (dzieci są okrutne). Już wtedy czułam, że jest to mega głupi i bezsensowny argument za niekolegowaniem i po prostu ja się nie chcę sama kolegować z kimś kto tak myśli, bo jest nie wart mojego czasu. Oczywiście w tamtym czasie nie miałam pewnie tego tak mądrze sformułowanego w mojej głowie:) Po prostu omijałam te dzieciory, które czuły się lepsze tylko dlatego, że ich ojciec potrafi być trzeźwy albo potrafi się lepiej ukrywać z pijaństwem.

Jest jednak jeden lęk, który mnie gnębi po dziś dzień. Od zawsze był tym największym. Boję się, że gdy ktoś dowie się, że pochodzę z rodziny alkoholika to będzie traktować mnie inaczej. Zacznie tłumaczyć sobie moje zachowania tym, że jestem dzieckiem alkoholika. Oczywiście nasze życiowe doświadczenia kształtują naszą osobowość i wpływają na nasze wybory, ale ta zasada dotyczy każdego. Każdy pochodzi z jakiejś rodziny, a niestety w mało której rodzinie nie ma dysfunkcji. Relacje miedzy ludźmi (szczególnie najbliższymi) są bardzo trudne i trzeba je ciągle pielęgnować. Najmniejsza komórka społeczna ma bardzo skomplikowaną i delikatną strukturę, którą łatwo naruszyć, lecz odbudować o wiele trudniej.